Pomysł, że większość ludzi posiada dwa życia pochodzi od Stevena Pressfielda, z jego książki “War of Art”. Uważa on, że prawie każdy z nas nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału i żyje poniżej swoich możliwości (życie nr 1). Gdyby tylko sięgnąć po najgłębsze marzenia i zrealizować je tak, by stać się najlepszą możliwą wersją siebie, wkroczylibyśmy do egzystencji nr 2.

 

Dlaczego tak wielu z nas wybiera życie nr 1? Pogrążamy się w wątpliwościach, niepewności, zwlekając z podjęciem działania, okopując się w swojej strefie komfortu. Wolimy trwać w tym, co znane, nawet jeśli tego nie lubimy. Bo jeszcze mniej lubimy zmiany.

 

Wytyczenie celu i jego realizacja to nic innego jak właśnie zmiana. Wyjście spod ciepłej kołdry ciemnym świtem. Zakładanie butów do biegania drżącymi z zimna rękami. Inaczej to wyglądało, kiedy planowało się poranne bieganie na wygodnej kanapie wieczorem z gorącym kubkiem herbaty w dłoniach, prawda?

 

Tutaj właśnie znajduje się cmentarz pogrzebanych planów, nadziei i przedsięwzięć. Między planem a działaniem jest pas ziemi niczyjej, przestrzeń rozczarowań, zrywów i upadków, rezygnacji przed pierwszym krokiem.

 

Nasza niekonsekwencja, nasze przyzwyczajenia i niechęć do zmian są przyczyną, dla której wciąż pozostajemy w życiu nr 1. Tylko od czasu do czasu, szczególnie na początku każdego nowego roku, marzymy odważniej o życiu nr 2. Snujemy nagle śmiałe plany przekroczenia granicy. A jedyne, co się zmienia, to data. Skąd w nas absurdalne przekonanie, że 31.12. nie potrafiliśmy się zmobilizować do działania, a 1.01. już będziemy potrafić? Nic się w nas w ciągu jednej nocy magicznie samo nie odmieni! Jeśli nie mieliśmy czasu i ochoty w grudniu, nie inaczej będzie w styczniu. Jeśli w listopadzie trwaliśmy w swoim przyzwyczajeniu, zapewne i w lutym tak będzie.

 

Chcemy znać przyszłość. Jaki będzie ten Nowy Rok? A przecież znamy odpowiedź. Spójrz na swoje dzisiaj. Jaka jesteś dziś, co dziś robisz, o czym dzisiaj myślisz? Najprawdopodobniej takie będzie też Twoje jutro. I pojutrze. I cały rok.

 

Wszyscy wiemy, co robić, by odżywiać się zdrowo. By regularnie uprawiać sport. By dbać o relacje i o siebie. A jednak większość z nas boryka się z tymi samymi od lat problemami: nadwagą, brakiem kondycji, trudnościami w komunikacji z innymi, z niepokojącymi sygnałami z własnego organizmu. I najczęściej to nie brak wiedzy jest powodem naszych problemów. Powodem jest brak działania.

 

Dlaczego nie działasz?

Jaką barierę sobie postawiłaś między planem a wprowadzeniem go w życie?

 

Zamiary, plany i cele to słowa. A jak wiemy, to nie słowa się liczą, lecz czyny.

 

Pułapką postanowień noworocznych jest to, że… są noworoczne. Cały długi rok przed nami, mamy tyle czasu na zmianę i działanie. To usypia naszą czujność. Nie musimy dziś nic robić, jest jeszcze jutro. I tak jest codziennie, aż rok się skończy, a życie nr 1 trwa w najlepsze.

 

Planujemy na rok, zamiast na dzień. Nie mamy poczucia pilności. Nie widzimy, że liczy się każda chwila, że jesteśmy niemalże spóźnieni, bo powinniśmy zacząć już wczoraj. Nie łudź się, że jeśli nie masz wyników z poprzedniego tygodnia, to od przyszłego poniedziałku wyniki się w cudowny sposób pojawią.

 

Chcesz, by 2019 był naprawdę inny od poprzednich lat? Nie myśl w kategoriach roku. Planuj działanie na ten tydzień, planuj nawet na dzień! Obudź w sobie poczucie niedoczasu, opóźnienia, które chcesz nadrobić dzisiaj. Za wszystkie poprzednie niewykorzystane dni. Już nie odkładaj!

 

Ja też mam plany na Nowy Rok. Zaczynam dziś, jeszcze w starym roku. Bez czekania na zmianę daty! W przekonaniu, że 1 stycznia już będę spóźniona. Spróbuj! Niech kalendarz nie decyduje o Twoich działaniach. Ani o tym, którym życiem żyjesz.

 

Życzę Ci i sobie, aby 2019 był Rokiem Działania!

 

[zdjęcie: Eric Rothermel]