Ten artykuł jest kontynuacją epopei z mózgiem w roli głównej. Zajrzyj tutaj (podstawowe wiadomości o budowie mózgu dzieci) i tutaj (pierwsza strategia komunikacyjna), o ile już wcześniej tego nie zrobiłaś. Teraz poznasz kolejną strategię, jaką możesz wykorzystać w praktyce, używając zdobytej tu wiedzy. Czasem dziecko przeżywa burzliwe emocje. Doświadcza smutku, rozczarowania lub coś je przerazi. Fala trudnych emocji jest dla małego człowieka najczęściej przytłaczająca. Nie potrafi sobie z nimi poradzić. To emocje mają dziecko i naszą rolą jest przeprowadzić dziecko na drugą stronę, gdzie to ono będzie miało emocje.

Prawa półkula jego mózgu tonie zalana chemicznymi związkami i dziecko nie jest w stanie samo sobie wytłumaczyć, co się z nim dzieje. W tym momencie możemy przybyć mu z pomocą i pokazać, jak włączyć lewą półkulę do poradzenia sobie w takiej sytuacji.

Strategia nr 2: Opowiedz to jeszcze raz

Dla rodziców widok dziecka zmagającego się z trudnymi emocjami jest bolesny. Nasza reakcja bywa reakcją na nasz ból, który chcemy uciszyć. Dlatego nierzadko mówimy:

„Nic się nie stało.”

„No już przestań płakać, głowa do góry.”

„To tylko pies zaszczekał. Nie ma się czego bać.”

Lub co gorsza: „Taki duży chłopczyk i płacze?”, „Nie wolno się bać, musisz być dzielny”, i inne zatrważające wersje tego typu…

Możliwe, że na poziomie racjonalnym chodzi nam o wyciszenie dziecka i pomoc w radzeniu sobie z bolesnym doświadczeniem. Niestety jedyny skutek, jaki odnosimy, to stłamszenie emocji.

Jeśli do tego wartościujemy, porównujemy („Patrz, twoja młodsza siostra się nie boi/nie złości/nie płacze/nie…”), poniżamy („Tylko tchórze się boją”), negujemy („Przestań, przecież nic się nie stało”), to absolutnie dziecku tym nie pomagamy. Jeśli to nasze nawykowe reakcje i powtarzają się za każdym razem, to możemy nieumyślnie wytworzyć bardzo mocne przekonanie w dziecku, że takie emocje są złe. A ono samo, odczuwając je, też jest złe i bezwartościowe.

Rodzice często są przekonani, że rozmawianie o tym, co złego się wydarzyło, tylko pogorszy sprawę. Boją się, że to spotęguje niepotrzebnie ból.

Jak zatem realnie pomóc swojemu dziecku w takim momencie? Jak potraktować to jako okazję do nauki łączenia emocjonalnej części mózgu z częścią logiczną i racjonalną? Oto odpowiedź:

Opowiedz jeszcze raz to, co się wydarzyło. Niech i Twoje dziecko opowiada jeszcze raz. Tyle razy ile potrzebuje.Przejdźcie razem przez zdarzenia, opiszcie je. Jakie uczucia wywołały. Gdzie one są w ciele? Dzięki takim opisom i analizie angażowana jest lewa półkula. Tworzycie właśnie pomost między nią a rozemocjonowaną prawą półkulą. To jest niezwykle pomocne dla dziecka. Układa chaotyczne przeżycie w logiczną sekwencję.

Oto przykłady:

„Kiedy Franio nie pozwolił ci się bawić jego samochodzikiem, poczułeś gniew. Zazdrość? Rozczarowanie?”

„Kiedy te psy się rozszczekały, wystraszyłeś się. Poczułeś strach? Byłeś roztrzęsiony? Chciałeś uciekać?”

Dodajmy do tego takie stwierdzenia jak: „To normalne”, „Ja też podskakuję ze strachu, gdy nie spodziewam się głośnego dźwięku”, „Mnie też jest nieprzyjemnie, kiedy ktoś odrzuca moją prośbę. A wiesz, co wtedy robię…” [i możemy przemycić nasze sposoby na radzenie sobie z emocjami, nasze wartości i przemyślenia w przystępny sposób. To niezwykle wartościowe wykorzystanie okazji, którą przynosi nam codzienność. Nie marnujmy jej!]

 

Strategia ma wdzięczną nazwę po angielsku: name it to tame it. Czyli nazwij to, aby to oswoić. To jest sedno idei: poprzez rozmawianie o trudnych emocjach, możemy je nazywać, oswajać, lepiej rozumieć, nadać sens temu, co przeżywamy.

Powrót do równowagi po trudnym doświadczeniu ma miejsce właśnie wtedy, gdy obydwie półkule współpracują ze sobą.

Skutki? Dziecko potrafi w przyszłości połączyć emocje z logiką, odpowiedzieć w zdrowy sposób, zrozumieć sens tego, co się dzieje. Chaos rozemocjonowanej prawej półkuli potrzebuje kojącego ujarzmienia racjonalnością lewej. Do tego służy właśnie opowiadanie. Aby móc opowiedzieć zdarzenie, lewa półkula musi się zaangażować, ułożyć sekwencje w logicznym porządku, sięgnąć po słowa i logikę.

Czyż my same nie czujemy się lepiej, kiedy „przegadamy” to, co nas boli, co nam leży na sercu? Czy opisanie w dzienniku trudnego dnia nie pomaga nam zdjąć z siebie tego ciężaru, dzięki czemu śpi nam się lepiej? To jest właśnie angażowanie lewej półkuli w ujarzmianie emocji prawej.

Co chcemy usłyszeć po powrocie z pracy, kiedy rozsadza nas wzburzenie? Owacje za projekt, nad którym ciężko pracowałyśmy przypada komu innemu. Rozczarowanie, poczucie krzywdy i gniew szaleją w nas w najlepsze. Czy pomoże nam mężowskie: „Daj spokój, nic się nie stało. Będzie następny projekt.” i zmiana tematu? Czy może potrzebujemy raczej empatycznej reakcji z nazwaniem rzeczy po imieniu?

Ktoś z Was powie: „No bez przesady. Praca to poważna sprawa. To co innego”. Naprawdę konflikt kilkulatka z kolegą jest też tak poważną sprawą dla niego. Zresztą nie powinnyśmy się skupiać na porównywaniu. Jeśli dziecko płacze lub w inny sposób okazuje negatywne emocje, na pewno jest to uzasadnione według niego. Zawsze kiedy słyszę reakcję dorosłego”Nic się nie stało”, w takim momencie, wkraczam. To silniejsze ode mnie i mówię: „Stało się. Gdyby się nic nie stało, nie byłoby takiej reakcji. Stało się – zwracam się do dziecka bezpośrednio – Prawda?” I do tej pory zawsze już po tych słowach następowało zmniejszenie natężenia emocji. Ich negowanie tylko je spotęguje.

Danie przestrzeni na negatywne emocje (ale nie na negatywne zachowanie! To dwie różne rzeczy!) ma naprawdę kojący wpływ. Badania pokazują, że samo nazwanie („labelling”) tego, co czujemy, dosłownie uspokaja aktywność emocjonalną w prawej półkuli.

Może się także zdarzyć, że dziecko nie będzie chciało rozmawiać o tym, co się wydarzyło. Należy to uszanować. Można podejść do tego strategicznie i poczekać na lepszy moment (np. w trakcie zabawy albo tuż przed snem). Nie wymuszajmy rozmowy. Najczęściej dziecko samo wróci do nas z tematem w innej chwili, kiedy będzie gotowe.

Działacie w ten sposób? Może macie inne pomysły?

Wypróbujecie takie podejście? Dajcie znać w komentarzach, co o tym sądzicie.