Cele kojarzą się korporacyjnie – z targetami, goalami, matrycami, które wyliczają, jak blisko (lub daleko) nam do ustalonego celu. Możemy narzekać na ich bezduszność (szczególnie gdy poprzeczka postawiona jest nierealnie wysoko). Jednak idea ustalania celów jest słuszna i pomaga nam skoncentrować się na drodze prowadzącej do mety.

 

Tę samą ideologię możemy przenieść na grunt rodzinny. W wychowaniu dzieci (pod którym rozumiem budowanie z nimi głębokich relacji, opartych na szacunku i zaufaniu) również możemy ustalić sobie cele, które zamierzamy osiągnąć na przestrzeni 15 lat. Dzięki temu na horyzoncie, niezależnie od pogody panującej na poszczególnych etapach naszej wspólnej drogi przez życie, widoczna będzie przystań, do której zmierzamy. I w czasie idyllicznej ciszy na morzu, i w czasie sztormów, cel będzie nam przyświecał niczym latarnia morska, dzięki czemu nie zagubimy się na niespokojnych wodach wychowania.

 

Jak taki wychowawczy cel ustawić? To zależy od Twoich wartości czyli tego, co według Ciebie jest w życiu najważniejsze. Pomogą odpowiedzi na te pytania:

  • W jakie umiejętności chcesz wyposażyć dziecko w dorosłym życiu?
  • Jakie wartości o ludziach i świecie chcesz mu wpoić?
  • Dzięki czemu osiągnie w dorosłości autentyczne, spójne z nim spełnienie?
  • Co pomoże mu radzić sobie z niepowodzeniami, przeciwnościami losu i błędami, które na pewno się na jego drodze pojawią?
  • Co możesz robić codziennie, aby za 15 lat Twoje dziecko wyrosło na dobrego i mądrego człowieka?

 

Kiedy porywa nas pęd dnia codziennego, łatwo nam stracić z oczu perspektywę i najważniejszy cel. Tu i teraz chcemy posłuszeństwa, świętego spokoju. Skupiamy się na celach krótkofalowych. Sprawdzaj, na ile są one spójne z tym największym celem wychowawczym.

 

Dla mnie niesamowicie ważne jest, aby moje dzieci miały poczucie własnej wartości czyli czuły się ze sobą OK i z innymi. Żeby rozwinęły w sobie motywację wewnętrzną. Żeby nie wykonywały niczyich poleceń bezmyślnie i ze strachu przed karą albo z nadzieją na nagrodę, tylko działały dlatego, że widzą w tym sens. A jeśli go nie widzą, to żeby dawały przestrzeń sobie i innym, potrafiły się same zmotywować lub jeśli to możliwe, żeby zaniechały działania w zgodzie ze sobą. Żeby rozwijały w sobie samoświadomość i szacunek do otoczenia, do naszej planety – i żeby nie działały ani na szkodę swojemu zdrowiu, ani na szkodę środowiska. Żeby dokonywały mądrych wyborów i w konfrontacji ze złem i zagrożeniem, potrafiły odważnie zawalczyć o siebie i tych, na którym im zależy. Czyli mniej górnolotnie: żeby nie paliły, nie piły i nie brały narkotyków – i nie dlatego, że mama się pogniewa, tylko dlatego, że nie chcą szkodzić swojemu zdrowiu i narażać się na poważne konsekwencje (czyli motywacja wewnętrzna w pełnej krasie).

 

Dla zobrazowania anegdotka: wracamy znad morza i słuchamy “Mikołajka” w fenomenalnym wykonaniu Jerzego Stuhra. W jednym z rozdziałów jest mowa o tym, jak Alcest znalazł cygaro i z Mikołajem kombinują, jak je zapalić. Skóra mi oczywiście cierpnie i zgroza ogarnia, jakie pomysły w głowie mojego 6-latka właśnie się legną… Po skończonym rozdziale Janek (wychowywany w duchu juulowskim, bez nagród i kar) stwierdza: “Ja wiem, że mógłbym zapalić cygaro i nie dostałbym kary. Ale nie zrobię tego. Bo nie chcę.”

Zgroza odchodzi. Ogłaszam w duchu małe zwycięstwo – zalążek motywacji wewnętrznej się rodzi i już moja w tym głowa, aby rozwinął się w pełni i za jakieś 10 lat stał się mocny niczym pień dębu. O.

A Ty jakie stawiasz sobie cele wychowawcze? I jakim konkretnym działaniem je realizujesz?

 

Pobierz koniecznie bezpłatny “Niezbędnik Pracującej Mamy” – pomoże Ci poukładać sobie wiele tematów, z którymi my kobiety zmagamy się, łącząc pracę i macierzyństwo.

http://bit.ly/NiezbednikMamy